Kształty gitar akustycznych (innymi słowy stawianie pytań, na które nie ma jednej właściwej odpowiedzi)

Napisany: wrz 7, 2020

Kategorie Gitary

Author: Adam Olesiak

Intuicyjnie każdy z nas wie, że muzyka nie jest do końca nauką ścisłą. To nie matematyka, w której dla przeciętnego jej użytkownika, nie ma miejsca na improwizację, naginanie granic, modyfikowanie reguł, dostosowywanie ich do swoich potrzeb. Tu liczy się także to, co nie jest możliwe do wyrażenia w żaden logiczny, czy namacalny sposób, o czym mówił już Claude Debussy. Dlatego właśnie ten artykuł nie da wam konkretnej odpowiedzi na pytania z kategorii: „Jaką gitarę kupić?”, „Jaki kształt pudła będzie dla mnie najlepszy?”, „Jaki kształt gitary pasuje do takiego a takiego stylu?”, czy „Jaki kształt gitary nadaje się do tego i tego gatunku muzycznego?”. Na tego typu pytania nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Dlaczego? Bo jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia. Przedstawimy jednak to, jak konkretne rodzaje gitar były wykorzystywane, jak brzmią i w czym czują się lepiej, a w czym może delikatnie gorzej, jednak pamiętajcie – ostatnie słowo zawsze należy do was.


Parlor (parlour, 0, czy może także 00?)

Tak, tak, wprawni i oświeceni już gitarzyści przestaną czytać ten artykuł patrząc na pierwszy podtytuł. O co chodzi? Już śpieszę tłumaczyć. Kształt typu parlor (co znaczy ni mniej nie więcej ile w języku polskim – salon) jest poniekąd pierwowzorem dzisiejszych gitar. Niegdyś były one niewielkie i były wykorzystywane przez arystokrację, właśnie na salonach. Teoretycznie są one nieco mniejsze od gitar typu 0, jednak dzisiaj nazwa parlour poniekąd przeniesiona została także na gitary typu 0 (a nawet delikatnie większe 00 – w zależności od oznaczeń specyficznych dla danego producenta) stąd ciężko doszukiwać się tutaj jakiejś ścisłej jej definicji (nie matematyka, prawda?). W dzisiejszych parszywych, obdartych z ortodoksji czasach parlor oznacza zatem niewielką gitarę z dość wąską „talią” i wąskimi, zaokrąglonymi „ramionami” (częścią pudła łączącą się z gryfem). Z racji swoich rozmiarów, gitara ta ma dość delikatne basy, za to niezwykle słodkie wysokie i pośrednie częstotliwości. Jej brzmienie zwykle jest dość stonowane i mało agresywne, za to pełne klarowności. Cechy te padły łupem w szczególności miłośników fingerpicking’u, czyli po prostu gry palcami. Jakie gatunki? Z reguły gitary te wykorzystywane są wśród klimatów country i folk’u, czego dowodem może być Martin stworzony dla Johna Mayera w czasach jego „Born and raised”. Ale, jak powiedziałem już we wstępie, nie ma granic. Dowód? Jedno nazwisko i jedna nazwa zespołu: Ian Anderson, Jethro Tull (ok, skłamałem, będzie drugie – Bob Dylan, który też nie wstydził się akordów na tak małej gitarze)

(teoretycznie parlour, 0, 00, 000 to kolejne wielkości gitar o podobnym kształcie, producenci jednak różnie nazywają swoje modele gitar i tak wymieszane zostały faktyczne definicje i rozmiary, gdyż dziś gitara mieszcząca się w rozmiarze dajmy na to 00, jako najmniejsza oferowana przez producenta, nazwana jest gitarą parlour)


Orchestra Model (OM, 000)

Kolejny podtytuł i kolejne świętokradztwo. Jak można ominąć 00, włączając 0 w parlour? Zuchwale powiem, że można. Dla początkującego gitarzysty rozróżnienie to nie ma aż tak dużego znaczenia jak rozróżnienie dreadnought’a od OM… Poza tym, ilu z was faktycznie porównywało kiedyś gitarę parlour z 0 i 00? Przyznajcie się! Jeżeli nawet, to czuliście dużą różnicę? Nie? Dość sporą możemy natomiast znaleźć pomiędzy gitarami OM, a całą naszą grupą roboczo nazwaną parlour. Co się zmienia? Oj, wiele, począwszy od korzeni, które w tym wypadku nie sięgają aż tak daleko. Ojcem gitar typu 000 jest bowiem firma Martin – czołowy amerykański producent, który może pochwalić się nawet opracowaniem czegoś, co dzisiaj nazywamy gitarą akustyczną, czyli instrumentu z metalowymi strunami. Nie dla historii jednak tu jesteśmy, ale dla brzmienia. Po gitarach tego typu spodziewać możemy się większej ilości basów niż w gitarach parlour. Nacisk jest tu nastawiony na pośrednie częstotliwości, które dominują zdecydowanie zarówno nad basami, jak i treblami (wysokimi dźwiękami). Tak jak w mniejszych gitarach, spodziewać się tutaj możemy dużej dawki klarowności. Cechy te są podstawą do uważania tego typu gitar za jedne z najbardziej uniwersalnych, zagramy bowiem na nich z dobrym skutkiem zarówno akordy, jak i fingerstyle’owe kawałki. Pamiętając jednak o tym, że nie lubią one zbyt ciężkiej ręki i w dziedzinie basów, znacznie ustępują dreadnought’om. W czyich rękach znajdziemy gitary OM? Być może znacie takie osoby jak Eric Clapton, John Mayer? Taki kształt gitary chyba pasuje do ich wszechstronnego stylu gry. Może poznacie jeszcze Darrel’a Scott’a, albo John’a Paul’a White’a? Czyli kolejne dowody, że taką gitarę można wypróbowywać na naprawdę różne sposoby i w wielu gatunkach. Warto dodać jeszcze jedną cechę gitar typu OM – są one niezwykle wygodne. Dzięki stosunkowo niewielkim rozmiarom, wygodnemu ułożeniu na udzie i zwykle dość szerokiej (ale nie przesadnie) podstrunnicy. Kto wie, może niektórych właśnie te cechy zachęcą do kupna gitary tego typu?


Dreadnought (ang. pancernik) – czyli kolejny kształt stworzony przez C.F. Martin & Co.

Kształt Dreadnought

Nazywają go ikoną, chłopcem z plakatów, gitarą w 150% i tym co laik wyobraża sobie, kiedy myśli o gitarze (choć tak naprawdę, czy większość laików nie wyobraża sobie wtedy gitary klasycznej?). Prawdziwie, jest to chyba najlepiej rozpoznawalny i najpopularniejszy kształt pudła akustyków. Najprawdopodobniej to właśnie na dreadnought’cie grał każdy muzyk jaki tylko przyjdzie wam do głowy… Guy Clark, Townes van Zandt, Neil Young, Doc Watson (ok, może o nich nikt nie pomyślałby w pierwszej chwili, ale czemu nie rozszerzyć horyzontów?). Co jednak sprawiło, że gitary o tym niemal kwadratowym, surowym kształcie w taki sposób zawładnęły światem muzyki. Zdecydowanie i przede wszystkim - gigantyczne basy. Powiedzą wam, że gitarą o najbardziej potężnym brzmieniu jest gitara typu jumbo, będą mieć rację, jednak nic, absolutnie nic nie przebije basów w gitarach dreadnought. A to wszystko dzięki bardzo szerokiej „talii” gitary i dużym wymiarom tej części pudła rezonansowego, która znajduje się za mostkiem. To tam kryje się tajemnica tak dużego rezonowania basowych częstotliwości. Drednought to jednak nie same basy. Bardzo dużą rolę grają tutaj także treble, które najczęściej brzmią dość ostro, ale jednocześnie słodko (choć to zależy także od materiału z jakiego wykonano płytę wierzchnią gitary). Jednak jest coś co zatraca się nieco w tych głośnych, zarówno basach, jak i treblach – pośrednie częstotliwości. Ze względu na architektonikę pudła rezonansowego mają one najmniejszy udział w tworzeniu brzmienia dreadnought’ów. Takie cechy stały się jednak idealnym rozwiązaniem w czasach, kiedy muzycy byli zarówno piosenkarzami, jak i kompozytorami swoich piosenek (po angielsku można by nazwać takie osoby po prostu singer-songwriter, co niektórzy traktują nawet jako nazwę odrębnego gatunku, czy stylu tworzenia muzyki). Przyczyna jest bardzo prosta. Piosenkarze, swoim wokalem poruszali się najczęściej właśnie w pośrednich częstotliwościach. Nie potrzebowali ich zatem zbyt dużo w instrumencie. Potrzebowali jednak czegoś, co wypełni i podkreśli śpiew – basów oraz tego, co raz na czas pociągnie linię melodyczną, lub chociaż doda nieco melodyjności – treblów. Tak więc większość osób, które na scenie zostawały tylko ze swoją gitarą, wybierało dreadnought’y. Ponadto charakteryzują się one stosunkowo wąskim gryfem, dzięki czemu łatwiej jest szybko zmieniać i chwytać akordy, będące podstawą akompaniamentu singer-songwriter’ów. Oczywiście nie tylko tego typu muzycy korzystali z dreadnought’ów. Wystarczy wspomnieć słynne koncerty unplugged takich zespołów jak Nirvana, Metallica, Pearl Jam i wiele, wiele innych. I tak, ta gitara może i jest stworzona do silniejszych uderzeń, dynamicznej, silnej, gwałtownej gry akordami, ale zawsze, powtarzam, zawsze są wyjątki. Dowód dla niedowiarków? Ben Howard, czy John Butler i dreadnought’owy fingerstyle.

Kształt drednought round shoulders (RS)


Jumbo – faktyczny król, czy tylko pionek?

Puryści w kategorii nomenklatury znowu zgrzytają zębami i cieszą się na samą myśl o problemach, które przynosi nazwa jumbo (o nie, będzie historia, a miało być o kształtach). Skąd jednak te problemy? Jeżeli nie wiadomo o co chodzi… Właśnie, wchodzi bowiem w grę jeden z największych konkurentów firmy Martin – Gibson. Martin na początku XX wieku pozostawał na czele, wymyślił dreadnought’a – gitarę która powoli dominowała rynek. Co w tym momencie mógł zrobić Gibson? Stworzyć nieco podobną do dreadnought’a gitarę i wypuścić ją jako konkurenta na rynek. Nie mogli jednak nazwać jej tak samo. Nazwali ją zatem jumbo, a był to Gibson J-35, pierwowzór dzisiejszego Gibsona J-45. Rynek jednak rósł, a gitary potrzebowały coraz więcej mocy, żeby przebić się przez różnego typu zespoły instrumentalne. Gibson wyszedł naprzeciw tym potrzebom, tworząc model SJ-200, czyli Super Jumbo. Kilka lat minęło, czasy się zmieniły i dziś na tego typu gitary mówimy po prostu jumbo, a Gibson J-45 stał się dla nas po prostu dreadnought’em (chociaż szczególnego typu, bo z zaokrąglonymi „ramionami” - round shoulders). Czy można jednak nazwać SJ200 „królem gitar z płaskim topem” („King of the Flat-tops”), jak chwali się na swojej stronie Gibson? Jeżeli tak, to czy można ten tytuł przenieść na wszystkie gitary typu jumbo? Na drugie pytanie odpowiedź jest oczywista: nie, nie każde jumbo jest tak dobre, na drugie pytanie odpowiedzi oczywiście nie ma, a jeżeli ona jest, to brzmi: to zależy :) Ogólnie rzecz biorąc tego typu pudła rezonansowe z pewnością mają królewskie, wielkie wymiary, przez co nie są one zbyt wygodne, zwłaszcza dla mniejszych wzrostem osób. Gdy już jednak przezwyciężymy niewygodę otrzymujemy czystą moc. Tak jak wcześniej wspominałem, nie rozkłada się ona w ten sam sposób, co w dreadnought’cie, bowiem na czele usłyszymy tutaj pośrednie częstotliwości. Basy, i owszem, będą na odpowiednim poziomie, jednak nie będą się aż tak wyróżniać. Ta moc i energia drzemiąca w dynamicznie granych akordach są dobrym rozwiązaniem dla akompaniamentu np. podczas ognisk, gdzie gitara z pewnością nie pozostanie niezauważona. Jimmy Page, David Howell Evans (U2), George Harrison (The Beatles), Emmylou Harris, The Everly Brothers, James Bay, Elvis Presley grali lub grają na tego typu gitarach, jeżeli więc czujecie się jedną z tych osób – to gitara dla was. Pomimo jednak, że jest to instrument w szczególności dla osób z ciężką ręką, z sukcesem wykorzystywany być może przez fingerstyle’owców, ze względu na królujące tutaj pośrednie częstotliwości.


Grand Auditorium - ciekawa alternatywa dla klasycznych kształtów.

Jeżeli w tym artykule pojawiły się firmy takie jak Martin i Gibson, musiał pojawić się także Taylor, czyli kolejny wielki już dzisiaj konkurent obu tych firm. Być może nie ma on tak długiej tradycji, jednak jeżeli chodzi o wkład i innowacje w dziedzinie gitar akustycznych, dotrzymuje on kroku najlepszym. Taylor jest pełen oryginalnych kształtów, jednak jeden z nich w szczególności zasługuje na choćby słowo komentarza, a jest nim właśnie Grand Auditorium. Znajduje się on gdzieś pomiędzy gitarami typu OM i Jumbo. Ma on jednak w sobie nieco więcej basów, zbliżając się nieco do dreadnought’ów. Taki zestaw cech czyni patent Taylora trochę bardziej przyzwyczajonym do gry akordowej, jednak nie pomijającym z dezaprobatą także delikatniejszych brzmień. Brzmi ciekawie, co nie? Co poza tym?

Poza tym bardzo wiele, autorskie kształty konkretnych producentów i lutników. Znając jednak te wymienione wcześniej mniej-więcej rozeznacie się jak dana gitara powinna brzmieć i czy takiej właśnie potrzebujecie. Z ważniejszych pozostaje jeszcze wspomniany wcześniej rounded (slope) shoulder dreadnought. Co do jego różnicy brzmieniowej w porównaniu do klasycznych dreadnought’ów wciąż trwają dyskusję. Głównie przez to, że porównuje się modele różnych producentów, czyli de facto kompletnie inaczej zbudowane instrumenty. Dlatego właśnie ocenę brzmienia tego typu gitar pozostawiamy wam. Jeżeli tylko będziecie mieli okazję na takiej gitarze zagrać, zagrajcie. Nie jest to zresztą wcale takie trudne, wystarczy przecież przyjść do Tryton Music, być może znajdzie się taki model… :)


Na zakończenie

Pamiętajcie o tym, do czego chciałem was przekonać w całym tym artykule… Spotkacie mnóstwo opinii na temat gitar, jak brzmią, do czego służą itd. itp. Niektóre z tych opinii z pewnością będą zawierać dużą dozę wiedzy i mądrości, jednak pamiętajcie, najlepsze dla was jest to, co wam najbardziej się podoba. Niezależnie od tego, czy dany kształt pasuje do danej techniki gry, czy też gatunku muzycznego.

Zostaw komentarz

Zaloguj się